mgla zywych trupow
03
Mar
2020
Mgła żywych trupów, czyli koszmar kierowcy, który łamie przepisy

 

Edward na oślep wyciągnął rękę i nakrył dłonią nachalny telefon. Poniedziałkowy budzik. Ulubiony element tygodnia. Westchnął i mniej więcej rozkleił powieki ze snu. Potem zsunął się z łóżka i zrobił poranną serię pompek. Jako tako rozbudzony poszedł następnie do łazienki i wreszcie do kuchni. Tu spojrzał w okno i aż się zachłysnął. Przez chwilę myślał, że ktoś dla żartu zasłonił mu okno szarym płótnem. Kiedy jednak podszedł do szyby, przekonał się, że to nie żart. Świat przykryła mgła. Gęsta i kładąca się na ziemi ciężkim, nieprzejrzystym oparem. Mgła, która zdawała się wciskać w usta i nos, wlewała się w oczy i obklejała dłonie, pozostawiając dziwne i nieokreślone poczucie niepokoju. Wrażenie, że kryje się w niej coś więcej.

Edward potrząsnął głową i zabrał się do śniadania. Pod nosem mruknął tylko: „poniedziałek”, tonem, który świadczył, że miał na myśli inne i krótsze, aczkolwiek równie niecenzuralne słowo. Po śniadaniu, zebrał się do pracy, wyszedł przed dom i zakrztusił się. Powietrze było jeszcze gorsze niż na to wyglądało. Próbując nie oddychać i nie poddać się paraliżującemu uczuciu i niepokojącym myślom, Edward pobiegł do samochodu. Odpalił silnik, zastanawiał się, jak w tych warunkach uda mu się dotrzeć do pracy. Postanowił, że się nie podda, że będzie jechał ekstremalnie ostrożnie, przynajmniej spróbuje. Odruchowo uruchomił wycieraczki, ale szyba pozostała jednakowo nieprzejrzysta. A przecież mógł pracować z domu…

 

Jeśli możesz, unikaj ryzykownych sytuacji, odłóż podróż na czas, gdy zmienią się warunki na drodze. Serio, czasem łatwiej zapobiegać.

 

Edward dojechał do szlabanu i powoli zaczął wyjeżdżać z osiedla na ulicę. Dzięki temu, że był przygotowany i maksymalnie skupiony, zdążył wyhamować przed rozpędzonym rowerzystą, który właściwie wjechał mu pod koła. Edward zatrąbił gwałtownie, a rowerzysta zatrzymał się i zbliżył do okna samochodu. Nawet z tak bliskiej odległości Edward nie widział dokładnie jego twarzy, mgła zdawała się zacierać kontury. W zachowaniu rowerzysty było jednak coś niepokojącego. Powolnym ruchem pochylił się i z bliska popatrzył na Edwarda. Dzieliła ich tylko szyba i Edward mimowolnie zaczął zastanawiać się, czy jest to dostateczna bariera. Otrząsnął się jednak z tych rozmyślań i już miał otworzyć okno, sądząc, że może rowerzysta potrzebuje jakiejś pomocy, ale wtedy zobaczył jego oczy. Tęczówki były tak wyblakłe, że niemal białe, a całe oczy pokryte były siecią żółtawych żyłek. Były nieruchome, pozbawione wyrazu i zdawały się martwe. Edward poczuł skurcz żołądka. Wtedy rowerzysta uniósł dłoń o zrogowaciałych paznokciach i zaczął zbliżać ją do szyby. Edward nie wytrzymał. Wbił bieg i odjechał. W lusterku wstecznym zobaczył jeszcze nieruchomy zarys sylwetki przy rowerze, a potem wszystko przesłoniła mgła.

 

Tak, wyjazd z posesji, drogi osiedlowej lub jakiejkolwiek podporządkowanej i konieczność ustąpienia pierwszeństwa wszystkim innym znajdującym się na niej pojazdom… Nie jesteś sam, nie możesz myśleć, że „oj tam zdążę” albo „ja się tu śpieszę bardziej”. Ty masz ustąpić pierwszeństwo. I już. I owszem zdarza się, że rowerzyści i piesi nie uważają specjalnie na ciebie, no ale oni tu mają pierwszeństwo! Nie mówiąc o innych kierowcach.

 

“Co to było?”, Edward zadawał sobie to pytanie w różnych, mniej lub bardziej nadających się do druku konfiguracjach. Niezależnie jednak od tego, jakich słów użył, nie potrafił zrozumieć tego, co się przed chwilą wydarzyło. Nie zdążył się jeszcze w żaden sposób otrząsnąć, kiedy znowu z całej siły wbił nogę w hamulec. Na niewyraźnie majaczące we mgle przejście dla pieszych wyjechała postać na elektrycznej hulajnodze i zatrzymała się niespodziewanie. Edward zaklął pod nosem.

“Pewnie wyjmie telefon, skunks jeden”.

 

I tu znowu musimy przerwać opowieść. Przejścia dla pieszych to miejsca, w których dochodzi do wielu wypadków z winy kierowców. Nie bądź jak Edward we mgle – wbij sobie do głowy, że masz zwolnić zawsze, tak by wyhamować, nawet w tak ekstremalnej sytuacji, gdy na przejściu znikąd pojawi się człowiek w słuchawkach z telefonem w ręku na hulajnodze.

 

Postać, która po bliższym przyjrzeniu okazała się być nastolatką w białej puchówce, nie wyjęła jednak telefonu. Stała nieruchomo na środku przejścia dla pieszych i uporczywie wpatrywała się w samochód. Edward przełknął ślinę. Miał wrażenie, że dziewczyna patrzy prosto na niego, że widzi go przez mgłę i mimo świecących w jej oczy reflektorów samochodu. Edward poczuł, że nie wytrzyma dłużej, że musi jakoś zareagować. Mimo wszystko nie miał ochoty otwierać drzwi i wychodzić do dziewczyny. Zresztą pyskówki z nastolatkami raczej nie należały do aktywności, które nawet w najlepszych warunkach chciałby podejmować. A co dopiero teraz, w tej dziwnej atmosferze i dziwnej sytuacji. Dziewczyna nadal się nie ruszała, Edward więc wcisnął klakson. Dźwięk, który się rozległ, był zgłuszony, jak gdyby rozproszony, tak jakby mgła pochłaniała nie tylko widoczność, ale także wszelkie odgłosy. Edward z niechęcią ocenił nikłość swoich działań. A jednak wywołały one efekt. Dziewczyna powoli, bardzo powoli zaczęła obracać hulajnogę w kierunku Edwarda i – odpychając się nogą – zaczęła przesuwać się w jego kierunku. Edward zdążył jeszcze zdziwić się tym, że ktoś na elektrycznej hulajnodze odpycha się nogą, a potem wyłączył myślenie i pozwolił, by instynkt wziął górę. Wrzucił wsteczny bieg, zawrócił, a potem wjechał w boczną uliczkę.

“Co za wysyp czubów dzisiaj?!”

 

Hm.. czubów może nie. Ale dla spieszącego się kierowcy, wszyscy są czubami…

 

Edward gorączkowo manewrował we mgle, pragnąc jak najszybciej dostać się do głównej drogi. Tam wreszcie zostawi za sobą to całe zamglone dziwactwo. Przy okazji włączył radio, szukał jakiejś stacji, która akurat nadawałaby wiadomości. Odbiornik odpowiedział jednak wyłącznie szumem. Przeszukując kanały, Edward w jednym miejscu natrafił na poszarpane słowa, strzępy jakiegoś zdania. “wyjątkowa sytuacja… szczególną ostrożność… uwaga na…”. Tłumiąc narastający niepokój, Edward szukał rozsądnych wyjaśnień, przypominał sobie, jak brzmiały alerty pogodowe, które kiedyś słyszał lub czytał. Nigdy jednak nie spotkał się z sytuacją, w której radio całkowicie traciłoby zasięg. Było to najłagodniej mówiąc niecodzienne i kojarzyło się z sytuacjami z horrorów albo opowieściami o stanie wojennym. Rozmyślając nad tym, Edward sięgnął po telefon. Postanowił sprawdzić, co na temat tej dziwnej mgły piszą ludzie w mediach społecznościowych. Może ktoś jeszcze napotkał jakieś dziwne zachowania? Może to jakaś akcja, wydarzenie, które umknęło jego uwadze?

Jedną rękę trzymał na kierownicy, drugą ręką zaczął scrollować Facebooka i Instagram, zerkając na drogę. Dużo do scrollowania jednak nie miał, od jego ostatniego logowania na tych stronach nic się bowiem nie zmieniło. Żadnych postów w stylu “O rany, ale mgła”, żadnych mglistych selfie, żadnych weekendowych wspomnień, nic. Pusto. Gdy Edward oderwał wzrok od ekranu i przeniósł go na drogę, było już za późno na hamowanie. Światło zmieniło się na czerwone…

“O, szlag!”. Przejechał przez zamglone skrzyżowanie i dopiero potem zaczął zwalniać. “Głęboki pomarańcz” mruknął do siebie pocieszająco, a potem uderzył głową w kierownicę.

 

Zamroczony z trudem otworzył oczy i spróbował zrozumieć, co się stało. Poczuł gwałtowny przypływ mdłości. Drżącą ręką starł z oka krew, cieknącą mu z przeciętego łuku brwiowego i wysiadł, a właściwie niemal wypadł z samochodu. Okazało się, wjechał w samochód, który przecinał to samo skrzyżowanie na zielonym… A myślał, że zdążył, że przejechał, że wyhamował. We mgle nie był w stanie ocenić tego, co i jak się stało. Była to pierwsza z upadających kostek domina, bo kiedy Edward uderzył w samochód przed sobą, jeszcze kilka aut wjechało na skrzyżowanie. Wszystkie zatrzymały się na nim. Kraksa na kilka aut. Edward rozglądał się niepewnie i zastanawiał, co może zrobić. Jego kolana zmieniły się w watę, nie mógł stać, oparł się o maskę. Dzwonić po pomoc? Jaką pomoc? Straż pożarną, pogotowie, policję, lawety? Co się robi w takiej sytuacji? A może warto sprawdzić, czy któryś z pozostałych kierowców nie potrzebuje pomocy? W tym momencie Edward uświadomił sobie, że jako jedyny wyszedł z samochodu, pozostali kierowcy zostali w swoich autach. Poczuł ukłucie strachu.

A co jeśli przeżył jako jedyny? Czy doprowadził do tego, że w wypadku z jego winy zginęli ludzie? Albo odnieśli poważne rany? Może ktoś jest sparaliżowany? A co jeśli w którymś z samochodów były dzieci?

Chwiejnym krokiem ruszył w stronę samochodu, w który wjechał. Podszedł do drzwi od strony kierowcy i już miał zajrzeć przez szybę, kiedy poczuł, jak na jego ramię opada czyjaś ręka. Edward odwrócił się powoli i spojrzał prosto w oczy o tęczówkach tak wyblakłych, że niemal białych, w oczy pokryte siecią żółtawych żyłek. Edward zachłysnął się i zdołał jeszcze poczuć, jak mgła oleiście wypełnia jego płuca. Potem nie czuł już nic.

 

Edwardzie, mistrzu kierownicy! Ta mgła jest niestety w twojej głowie…. Nigdy nie prowadź auta, podczas gdy grzebiesz w telefonie. Nigdy nie myśl, że zdążysz przejechać na czerwonym…, tzn. „późnym pomarańczowym”!

 

Edward obudził się zlany potem. Tego dnia pierwszy raz od kursu na prawo jazdy, nie szarżował na drodze. Zwalniał w okolicach przejść dla pieszych, uważał na rowerzystów i tych, co na hulajnogach. Czekał na swoją kolejkę, by włączyć się do ruchu. Jechał zgodnie z zaleceniami dotyczącymi prędkości. Owszem, inni kierowcy go wyprzedzali, ale tym razem nie reagował, nie ścigał się, odpuścił, by być pierwszym na światłach. I co ciekawe, do pracy dojechał dokładnie o tej samej porze jak wtedy, gdy jeździł jak wariat.

W sumie to mu ulżyło… nikomu nie musi już udowadniać, że on zdąży, że jest królem za kierownicą. Edward nigdy nie był przecież piratem drogowym! Po co mu to było, to całe wariactwo? Niech ten sen przyśni się też innym, którzy nie czują się piratami.

 

#trochęstraszno, nie?